FETTUCCINE Giga La Gothica
    ur. 25.02.2010
Zlato'A VERON x CARMEN Giga La Gothica
hodowca: Dominika Gacek
właściciel: Kasia i Paweł. Kraków

Z Pamiętnika IGREKA :-) - miłej lektury

FETTUCCINE  na szkoleniach - obejrzyj zdjęcia!


GALERIA

FETTUCCINE 6 tyg.

FETTUCCINE 4,5 tyg.

FETTUCCINE 3,5 tyg.

FETTUCCINE 2tyg.

FETTUCCINE 10 dni (pierwszy z lewej)


 FETTUCCINE na szkoleniach :-)

Sierpniowy obóz szkoleniowy '2010 z jedynym dogiem na pokładzie ;-))

 


Z Pamiętnika IGREKA :-)

6 listopada...
 

Sen Pawła

Patrzyłam na mojego śpiącego męża. Wyglądał tak spokojnie :) Obudził się, ale uśmiech nie zniknął z jego twarzy.

-Miałem dziwny sen. Śnił mi się Igrek i że z nim rozmawiałem.
-Opowiesz mi?
-Byliśmy gdzieś nad akwenem wodnym, zejście do wody było strome, wybetonowane. Siedziałem na brzegu, Igrek pływał. Zapytałem go:
-Jaka jest woda?
-Fajna tylko dużo w niej takich drobinek pływa, to zmniejsza przejrzystość. A później znowu siedziałem na brzegu,
było dobrze widać co się dzieje pod wodą. Ale nie widziałem naszego psa. Aż nagle patrzę: płynie pod wodą! Co chwila się wynurza i łapie powietrze. I nagle zdałem sobie sprawę ze on ma problem z tym wypływaniem. Zanurzyłem rękę w wodzie i on uchwycił się jej pyskiem i teraz już spokojnie płynął dalej. Wyskoczył na brzeg, pobiegł gdzieś po czym wrócił i stanął przede mną. Tylko jakoś dziwnie wyglądał...: fafle miał nadal napompowane powietrzem, tak jakby nabrał powietrza w pysk :)

Nie każdy sen trzeba interpretować. Ale to takie miłe, gdy własny dog przemówi choćby we śnie, jak może się być kołem ratunkowym dla własnego psa :) I jest się szczęściarzem widząc takie zabawne, "napompowane" fafelki :)

Ciekawe, czy naszym psom my też się czasami śnimy i czy one też sie wtenczas uśmiechają przez sen?

1 listopada...
                  W sobotę znowu zabraliśmy go w góry. Niestety nie mam zdjęć bo się szybko zbieraliśmy i zapomniałam aparatu. Byliśmy znowu w Beskidzie Wyspowym, tym razem na Szczeblu. Niewysoki szczyt, poniżej 1000 m, ale pięknie położony. Całe podejście jest południowym zboczem, lasy bukowe, żółte, czerwone, bardzo bajkowo. Najważniejsze jest żeby Igrek się wyszalała, wybiegał. A dzisiaj poszliśmy z nim do lasu tutaj niedaleko nas. I Igek wpadł nam do bagna. Szalał jak wariat. On uwielbia takie podłoża. Niestety jest niemiłosiernie wypaćkany. Więc w domu była kąpiel od razu.
Jedno zaczęło mnie przetażać... po 3 godzinnym spacerze, po bieganiu itd pies nam roznosi dom. W sobotę jak wróciliśmy z gór, przeszedł może z 10 km ale było i podejście i sporo biegania, zamiast iść spać, on wziął się za bieganie wokół domu z zabawkami.
Domi, chyba stworzyliśmy potwora... Jego już nie jest łatwo zmęczyć, ma niespożyte pokłady energii. Chyba bieżnie mu kupimy... ;)

24 października...
                   Właśnie wróciliśmy z weekendu spędzonego w Beskidzie Żywieckim. Najwyższym naszym punktem była Rycerzowa 1226m npm czyli to był jak do tej pory najwyższy szczyt na którym stanął Igrek :) Był też kontakt z pierwszym śniegiem :) Igrek bardzo polubi śnieg, od razu próbował przekopywać i rozdrapywać i biegał w tych łatkach śnieżnych jak opętany :)
Igrek spędził też pierwszą noc w  swoim psim życiu w schronisku Na Rycerzowej :) Mam nadzieje ze mu sie podobało :) Oglądał też pierwszy w swoim życiu wschód słońca na hali. Chyba nie do końca go zachwycił bo w czasie kiedy Paweł robił zdjęcia Igrek rozbroił z 1 żerdzi kawałek płotu.
To że robi furrore i wzbudza same zachwyty to nie muszę pisać, to przecież jest oczywiste :)
A teraz oczywiście wdzięcznie śpi :)

Tak dla zachęty, to dopiero początek jego przygód z tego weekendu. Bo zaczęło się od zaginionego kota :)
 

Historia z Kotem w tle...
                   Zginęła Jadźka, mały wypłosz przyniesiona przez Pawła od sąsiadów jako podrzutek. Szkoda kociaka. Szukaliśmy, wołaliśmy. Wszystko na nic, kamień w wodę. Może przez to zamieszanie z remontem w domu? Zadzwoniłam do Ani czy nie ma jakiegoś kociaka do adopcji, najlepiej nieadoptowalnego, problematycznego. Wcale mnie nie zaskoczyło jak entuzjastycznie powiedziała że MA. I nie ma co z nim zrobić. Więc nowy wypłosz lekko zagłodzony zagościł w naszym domu. A w tym czasie telefon od robotników: mieli pasażera na gapę: te 200 km pojechała z nimi nasza Jadźka!

Bilans końcowy: 3 koty plus 1 dochodzący i jeden Pan Dog.

W piątek zapakowaliśmy Igreka do bagażnika i pojechaliśmy przeprowadzić Jadźkę z ogrodu majstra do domu teściów. Teściów podejście do zwierząt jest ambiwalentne:  żeby tylko nie było, a jak są to trzeba się już jakoś zająć. Na pytanie co u nich słychać odpowiadali: mamy teraz w domu synową (czyli mnie, kota i psa olbrzyma). Ale są wspaniali, trzeba to przyznać: my pojechaliśmy w góry, oni się zajmowali przez weekend kotem (kuwetą w domyśle też).

Umówiliśmy się ze znajomymi na wycieczkę dwudniową w Beskidzie Żywieckim. Cel: wspólne wędrowanie. Cel ukryty Kasi: pochwalenie się Igrekiem ;)

Z Rycerki Kolonii wydostaliśmy się na przełęcz Przegibek (1000 m n.p.m) gdzie dołączyliśmy do reszty wędrowników. Igrek ma zadatki na gwiazdę: jakąkolwiek pozę nie przyjmie, błyskają flesze. Wszyscy chcą mieć zdjęcie doga. Najlepiej jeszcze żeby się móc ustawić obok niego. Igrosław lubi wędrować, obowiązki psa wędrującego są rozliczne: wszystko należy obwąchać, zaganiać grupę wędrującą, sprawdzać co robią maruderzy, sprawdzać czy droga na przedzie jest wolna, sprawdzać co się w lesie dzieje i nadgryzać wszelkie możliwe napotkane patyczki.

Niespodzianką dnia był śnieg zalegający na wysokości około 1100 m. Obwąchanie nie przyniosło efektu. Próba organoleptyczna była raczej bardziej zadowalająca: można lizać i jest fajnie :) Każda napotkana łata śnieżna była więc tak próbowana. Próba łapowa wypadła również pozytywnie: śnieg jest miękki niczym błoto, można bo nim biegać strzelając baranki :) A Igreki to uwielbiają :)

Wielka Rycerzowa, 1226 m n.p.m najwyższy szczyt naszej wycieczki i najwyższy punkt na którym był jak do tej pory Igrek :) Czy on to zauważył? Wątpię. Dla niego liczy się to, że jest z nami, że jest na spacerze i że wszyscy mają dobre nastroje (cytrynówka miała na to pewien wpływ...). Nocleg w schronisku na Rycerzowej, klimatyczna bacówka, ładnie położona. Pierwszy nocleg w schronisku dla dorastającego doga, od razu w trudnych warunkach: 10-osobowy pokój, wszyscy pijący. Igrek musiał nas pilnować :) Ponieważ cała nasza banda jest w komplecie więc nasz dog zdał egzamin z pilnowania :)

Rano zaliczył jeszcze wschód słońca na hali, rozbiórkę płotu z żerdzi pod nieuwagę pana i czas było wracać.

Czy Igrek lubi to nasze góro-łażenie? Mam nadzieje ze tak. Że ten czas na aktywnych spacerach, ciągle w nowym terenie, poznawanie nowych ludzi, nowych sytuacji jest również ważne i stymulujące dla jego psiej-doziej psychiki. A przede wszystkim jest dla niego frajdą.


11 października...

1022 m n.p.m

                   Sobotni, słoneczny dzień to doskonała okazja, aby uciec od przeciętnych obowiązków domowych i pod pretekstem wybiegania psa udać się na wycieczkę. Igrek jest właśnie takim doskonałym pretekstem. Zaczyna już rozpoznawać plecak górski, który jest początkiem jego ekscytacji. Kulminacją jest fioletowa obroża. Pies wręcz nie może usiedzieć przy jej zakładaniu. Później jest jakaś godzinna podróż samochodem i zaczyna się właściwa przygoda.

Tym razem celem naszej wyprawy był szczyt w Beskidzie Wyspowym, Luboń Wielki. Samochód pozostawiliśmy na przełęczy Glisne i szlakiem czerwonym udaliśmy się do góry. Początkowo podejście bardzo błotniste, Igrek był zachwycony. Uwielbia jak coś chlupocze pod łapami. Później stopniowo zaczyna się stromizna. U mnie pojawiła się zadyszka. A Igrek, jak na młodocianego psa przystało, biegał jak opętany pomiędzy mną i Pawłem, nawet języka z mordy nie wystawił. A może to po prostu mi już wiek zaczyna ciążyć…

Dotarliśmy do lasu bukowego: piękne światło, kolory jesieni. Igrek zaczął szaleć po szeleszczących liściach, łapał cienie. Taka psia zabawa. Pospacerowaliśmy po grzbiecie Lubania w bajkowych kolorach. Szukaliśmy orzechów bukowych ku wielkiej frajdzie Igreka: -Ja też! Ja też! Ale czego szukamy? Takie patyczek może być?

Po czym udaliśmy się do schroniska.

Tam Igrek zapoznał koleżankę, suczkę husky, z którą, w świetle fleszy i śmiechów okolicznych turystów, rozpoczęli dzikie harce, tarzanie po łące, zagryzanie i zabawę w ganianego. Nawet nie miał czasu zjeść miski.

Po tym „odpoczynku” przy schronisku, czekał nas powrót. Igrosław był już nieco zmęczony, czego dowodem był jeżyk zwieszony na bok. Ale dzielnie kroczył, czasami zjeżdżał w błocie. Zapoznał też po drodze przyszłego gospodarza schroniska. A że nasz pręgusek potrafi ująć za serce, to Igrek ma ciągłe zaproszenie do tego schroniska jako honorowy pies.

 

 


Dominika Gacek, Kraków, kom. 600810861, mail. dogi@gigalagothica.pl